she could have been one of the bitches but she is actually alright


2012 0504030201
2011
2010
2009
2008




[0]02/01/2012 12:11

jestem mistrzynia zostawiania wszystkiego na ostatnia chwile. uwielbiam ta adrenaline, zarwane noce, sny o zaliczeniach, podkrazone oczy i brak zycia towarzyskiego. time management is overrated. do 16-tego mam oddac 3 praktyczne assignmenty. pracy po dziurki w nosie a konca nie widac. od rana rysuje, pisze i wyklejam w sketchbooku. przez dwa tygodnie nie ruszylam sie z domu dalej niz do sainsbury'ego.

dzis wraca pan pingwin wiec niebo jest niebieskie, ja maluje paznokcie, zakladam sukienke i jade do miasta. napic sie i odreagowac.

[0]05/01/2012 00:33

czasem sie zastanawiam czy mam taka creative mind jak mi sie wydaje. o tej godzinie na pewno nie.

[2]09/01/2012 14:35

im wiecej roboty tym bardziej mi sie nie chce. no i co tu zrobic?

[0]06:57 16/04/2012

jeju juz prawie zapomnialam o tobie blogu taka ze mnie zla kobieta.
ale na swoje wytlumaczenie mam to ze praca, studia i pan pingwin pochlaniaja 95% mojego czasu a pozostale 5% pochlaniaja podroze autobusem/metrem/metrem pomiedzy dwoma miejscami gdzie pomieszkuje. obiecuje poprawe. no.

[2]17:22 16/04/2012

tak sobie mysle when did we get so grown up?
siedze przy biurku w pracy w sukience i szpilkach i w rozowym lusterku poprawiam makijaz. pozniej biegne do supermarketu zrobic zakupy, wsiadam w metro i jade do tego samego od prawie roku mezczyzny. smaze steki z salsa z kukurydzy i sweet potato wedges i otwieram butelke wloskiego bialego wina. o 22 juz spie bo przeciez rano do pracy. wokol wszyscy kupuja mieszkania, wychodza za maz, maja dzieci, robia kariere.
a jeszcze wczoraj mialam 18 lat, uwazalam ze jeansy sa strojem odpowiednim na kazda okazje, pilam wodke bez coli, bawilam sie w klubach do bialego rana i wstawalam po poludniu.
czasem tego nie ogarniam.